poniedziałek, 30 września 2013

,,Misiek i świąteczne obżarstwo” Anna Gras

Wydawnictwo: Grodkowskie
Data wydania: 2008
Format : Książka
Ilość stron: 78
Półka: posiadam
Do kupienia: Gandalf

Anna Gras to autorka kilku książek. W jej dorobku literackim znalazła się także seria o Miśku. ,,Misiek i świąteczne obżarstwo” jest jej drugą częścią.

Zbliżały się święta bożonarodzeniowe, które Misiek wraz z mamą mieli spędzić u swoich krewnych. Ojciec chłopca znajdował się w Ameryce, musiał wtedy pracować. Bohater nie był zadowolony z takiego rozwiązania. Nie przepadał za świętami u krewnych, poza tym nie otrzymywał ciekawych prezentów. Nic jednak nie mógł poradzić, musiał jechać. Na miejscu jednak czekała na niego miła niespodzianka, na którą musiał trochę poczekać…

,,Misiek i fałszerze czekolady” średnio mi się podobał. Postanowiłam się jednak skusić na opowieść o jego dalszych losach i nie żałuję. Fabuła nie jest zbyt skomplikowana, od razu mnie wciągnęła. Język autorki był prosty, lekki, więc strony przelatywały mi umiarkowanie szybko.

Autorka starała się ukazać, że nieważne, gdzie spędzamy święta najważniejsza jest panująca atmosfera, nasi bliscy, a nie prezenty. W momencie, gdy zabraknie z nami rodziny nic nie będzie przyjemne, cały czas będziemy za nimi tęsknić i się zamartwiać. Nie wszyscy jednak mają szansę spędzać ten czas z bliskimi…

Książeczka nie jest za gruba, zawiera raptem niecałe 80 stron, więc jej lektura nie zajmuje sporo czasu. Mi się osobiście podobała i z chęcią sięgnę po kolejną pozycję opisującą dalsze losy bohatera. Tym razem także przeprowadzał śledztwo, gdy został niesłusznie osądzony.

,,Misiek i świąteczne obżarstwo” to ciekawa i dość wciągająca pozycja Anny Gras, której warto poświęcić swój czas. Być może dzięki niej czas świąt stanie się dla niektórych mniej straszny, niż dotychczas.

Moja ocena: 5/6

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję :


niedziela, 29 września 2013

Tradycyjne bajki & Nowoczesność.



Tradycyjne bajki, czy te nowoczesne? Które z nich wybierać? Ja osobiście pamiętam bajki z mojego dzieciństwa, ,,Czerwonego Kapturka", czy ,,Królową śniegu" wprost uwielbiałam. Nie wspomnę już o ,,Martynce na wakacjach", którą z sentymentem wspominam do teraz.

Obecnie jednak na polskim rynku pojawia się sporo nowych pozycji, które 20 lat wcześniej w ogóle nie istniały. Co prawda niektóre z nich są ładne, kolorowe i z przekazem, jednak trafiają się też takie, których czytać za nic się nie da i dodatkowo odstraszają swoją grafiką.

Co więc wybierać? Klasykę, czy pozycje z przesłaniem, bardziej dopracowane, kolorowe? Ja stawiam bardziej na książki z mojego dzieciństwa, choć nie ukrywam, że zgromadziłam już całkiem sporą biblioteczkę nowych pozycji. Kilka dzięki współpracy, jednak większość dzięki własnym zakupom i wymianom książkowym.

Te,co mi się nie podobają od razu wydaję, może innym bardziej przypadną do gustu. W końcu gusta mamy różne. Ja więc stawiam na pozycje z moich lat młodości, a Wy? :)

Post na ten temat ukazał się także u :


,,Gra o Ferrin” Katarzyna Michalak

Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2010
Format : Książka
Ilość stron: 422
Półka: posiadam
Do kupienia: Gandalf

Katarzyna Michalak to autorka obecnie już kilkunastu powieści. ,,Gra o Ferrin” to jednak jedyna fantastyczna pozycja pisarki. W planach jest 5 tomów książek.

Karolina pracowała w karetce, była anestezjologiem. Właśnie wraz z ekipą została wezwana do pewnej kobiety. Po dotarciu na miejsce doznała niemałego szoku – umierająca była łudząco podobna do niej, wyglądały, jak siostry bliźniaczki. Niestety, samobójczyni zmarła w karetce, prosząc Karolinę, aby pozwoliła jej odejść. Po powrocie do domu bohaterka nie mogła sobie znaleźć miejsca. Dodatkowo jej przybrana ciotka, która ją wychowywała, odeszła. Nagle Karolina przeniosła się do magicznej krainy, gdzie czekało na nią wiele wrażeń i przygód, ale i wiele niebezpieczeństw…

Za tą pozycję autorki zabierałam się już dość długo. Pokusiłam się nawet o jej zakup, jednak zanim zabrałam się za jej czytanie minęło sporo czasu. Przeleżała u mnie na półce kilka miesięcy, aż w końcu postanowiłam się za nią zabrać. Początek niestety nie zachęcał, a magiczne przeniesienie nie za bardzo mnie pociągało.

W powieści pojawiło się sporo bohaterów, niestety mieli tak wymyślne nazwiska, że bardzo trudno było mi się zorientować, kto z kim i w jaki sposób jest powiązany.  W związku z tym też fabuła nie wydawała mi się, aż tak ciekawa, jak to początkowo zakładałam. Brnęłam jednak dalej…

Co jakiś czas pojawiały się także wulgaryzmy. Rozumiem, że książka miała opierać się na gwałtach, porwaniach i dążeniu do określonego celu. Nie mogę pojąć jednak, dlaczego kobieta była nazywana niecenzuralnymi słowami. Można to było moim zdaniem przedstawić w bardziej łagodnej wersji.

Przeczytałam połowę i poszłam spać, bo czułam, że dłużej już tego nie dam rady czytać. Następnego dnia od rana zabrałam się za dalszy ciąg i czytało mi się trochę lepiej. Fabuła bardziej do mnie docierała, ale i tak nie rozpoznawałam bohaterów. Zakończenie też było dla mnie nie do końca zrozumiałe.

Obecnie na mojej półce znajduje się tylko 1 tom Kronik Ferrinu, jednak w planach jest wydanie całego 5-tomowego cyklu. Mam nadzieję, że kolejne części będą bardziej przyswajalne, gdyż twórczość autorki bardzo lubię.

Warto jeszcze dodać, że książka została zakończona w 2004 roku, więc ponad 9 lat temu. Na ówczesne realia może i była fenomenem, lecz teraz już nie za bardzo tak jest. Dodatkowo pojawili się także Amre i Berenika, bohaterowie, którzy występowali także w Poczekajce.

,,Gra o Ferrin” to pierwsza fantastyczna książka autorki, którą z trudem zmęczyłam. Jakoś jednak dobrnęłam do końca i jestem nawet ciekawa, jak potoczą się dalsze losy bohaterów.

Moja ocena: 3,5/6

Książka została przeczytana w ramach wyzwania


sobota, 28 września 2013

,,Baśniobór. Tajemnice smoczego azylu” Brandon Mull

Wydawnictwo: W.A.B
Data wydania: 2012

Format : Książka
Ilość stron: 512
Półka: posiadam
Do kupienia: Gandalf

Brandon Mull to Amerykanin, który zasłynął z serii Baśnioboru, która była jego debiutem literackim.

Kendra rozpoczęła nowy rok szkolny. Mimo natłoku zajęć postanowiła uczęszczać także na wolontariat. Pomiędzy nią a Sethem stosunki były takie, jak zwykle. Chłopak nie przyznałby Siudo tego, jak bardzo zależało mu na siostrze. Podczas pobytu na wolontariacie dziewczynę ukłuła jedna roślina, jak wówczas podejrzewała. Niebawem doszło do tragedii. Na szali stało życie Kendry…

Po skończeniu trzeciej części przeczytałam tylko jedną cienką pozycję i zaraz zabrałam się za czwarty tom. Byłam bardzo ciekawa, jak potoczyły się dalsze losy bohaterów. Trochę przerażała mnie objętość – prawie 500 stron, jednak w 2 dni się z nimi uporałam. Zakończenie było rewelacyjne, w życiu bym się takiego nie spodziewała. Przede mną ostatnia część, jestem ciekawa, jakie przygody czekają na zwieńczenie losów bohaterów.

Tym razem mogliśmy bardziej zaznajomić się ze smokami, których pojawiało się tutaj mnóstwo. Nie zabrakło także innych magicznych stworzeń, podstępów, czy nawet … zdrady. Tego ostatniego najmniej się spodziewałam, zwłaszcza ze strony kogoś kogo Sorensonowie uważali za przyjaciela. Teraz wszyscy muszą pozostać czujni, nie wiadomo, komu tak naprawdę można ufać.

Ta część chyba najbardziej mi się podobała, a jej lektura była dla mnie prawdziwą przyjemnością. Sama nie wiem, kiedy minęło mi te 500 stron. Nie czułam znużenia, z wielkim zainteresowaniem czytałam o dalszych przygodach. Na bohaterów czekało wiele trudnych momentów, czy dali sobie z nimi radę? Czy wszystkim udało się przeżyć?

Serię zaczęłam czytać na początku września. Dobrze, że Kruszynka wzięła dla mnie całą serię, gdyż byłabym bardzo zawiedziona, gdybym musiała tak długo czekać. Każdy kolejny tom podoba mi się coraz bardziej, a losy bohaterów są coraz bardziej żywiołowe. Trochę żałuję, że będę miała okazję po raz ostatni zetknąć się z Kendrą, Sethem i Stowarzyszeniem, jednak wszystko musi się kiedyś skończyć.

Rozstania zawsze są mało przyjemne, jednak zanim do tego dojdzie zapoznam się najpierw z ostatnim tomem. Mam nadzieję, że wszystkie wątki zostaną rozwiązane, a kolejnym zdrajcą nie okaże się ktoś z bliskiego otoczenia. Być może w ogóle do tego nie dojdzie, jestem bardzo ciekawa.

,,Baśniobór. Tajemnice smoczego azylu” to już czwarta część cyklu o tajemniczych rezerwatach, w których żyją magiczne istoty. Rozpoczęła się walka z czasem. Jeśli Sfinks, wróg, zdobędzie wszystkie artefakty światem zawładnie zło…

Moja ocena: 5,5/6

Książka została przeczytana w ramach wyzwania


piątek, 27 września 2013

Życiowe piątki.



W tym tygodniu udało mi się zakończyć praktyki. Bywały lepsze i gorsze chwile, jednak jestem zadowolona, że już je ukończyłam, bo to oznacza, że mam więcej czasu na czytanie, który staram się wykorzystywać.

Udało mi się dotrzeć już do końca 4. tomu ,,Baśnioboru". Rozważam, czy zabrać się za ostatnią część, czy raczej zrobić sobie przerwę na ,,Grę o Ferrin" Katarzyny Michalak. Obydwie są fantastyczne, jeszcze nie wiem, na którą się zdecyduję.

Jeśli jestem już przy temacie wygranych to wspomnę, że w tym tygodniu szczęście uśmiechnęło się do mnie dwukrotnie. Udało mi się wygrać ,,Przepis na szczęście" na blogu autorki oraz dziś rano czekała na mnie wiadomość na poczcie, że wygrałam także u Hadzi. Bardzo się cieszę i dziękuję:)

Zbliża się także 33. rocznica ślubu rodziców, dlatego też postanowiłam w tym roku skusić się na zupełnie inny prezent, niż dotychczas. Z pomocą przyszedł mi portal Gazetomania, który zaproponował mi współpracę. Moja opinia jest jednak w pełni subiektywna.


Otrzymałam aż dwa egzemplarze gazety. Jeden ładnie oprawiony w ramę ( można wybrać sobie odcień ) oraz drugi w formie zwyczajnej gazety.


Na stronie znajduje się już wiele gotowych tekstów, które można szybko wykorzystać, zmieniając tylko dane solenizantów. Ja skusiłam się na gotowiec, jednak można także pokusić się o kreatywność i samemu coś wymyślić:)

Stworzenie własnej gazety zajęło mi raptem 5 minut, choć nie jestem za bardzo obyta w tego typu programach:) Można zmieniać ustawienie, nagłówek, datę. Wszystko jest bardzo szczegółowo opisane, tak że nie powinno być problemu z realizacją zamówienia.

Mi przesyłka bardzo się podoba, babcia także zachwycona. Teraz tylko czekać na reakcję jubilatów, gdy zobaczą swój najnowszy upominek. Jestem jednak przekonana, że będą zachwyceni:)


W następną środę wyruszam także na studia. Plan już mam, jestem tylko ciekawa, jak będzie z czasem na bloga. Tymczasem jednak wypoczywam i rozkoszuję się kolejnymi lekturami.

czwartek, 26 września 2013

,,Rewolucja rodzinna z małymi stópkami w tle” Magdalena Dintar

Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2013

Format : Książka

Ilość stron: 122
Półka: posiadam
Do kupienia: Gandalf, Zaczytani

Magdalena Dintar to matka wychowująca dziecko, która postanowiła napisać o swoich odczuciach związanych z macierzyństwem.

Nie u każdej mamy miłość do dziecka przychodzi zaraz po ujrzeniu na teście dwóch kresek. U niektórych jest to znacznie później, u innych trzeba poczekać jeszcze znacznie dłużej. Tak było też w przypadku autorki. Nie od razu zrozumiała, co ją czeka. Po urodzeniu Iskierki chciała wszystko robić sama, jednak szybko zrozumiała, że tak się nie da. Bardzo szybko wróciła także do pracy. Jak udało jej się pogodzić wszystkie zajęcia?

Jak wyznaje sama autorka impulsem do napisania tej książki było to, że ktoś z jej bliskiego kręgu otoczenia też zdecydował się  na ten krok. Pani Magdalena nie chciała pozostać w tyle i także postanowiła wydać książkę.

Pozycję czyta się dość przyjemnie, jako takie zapiski blogowe lub też pamiętnikowe matki wychowującej dziecko. Nie zawsze jest wspaniale i warto o tym mówić. Z tym się zgodzę. Nie stwierdziłabym jednak, że książka jest poradnikiem. Jest to raczej zbiór faktów, z którymi musiała się zmierzyć Magdalena Dintar.

Lektura tej książki nie zajęła mi sporo czasu, choć tekstu jest bardzo dużo i został wydrukowany małą czcionką, co nie ułatwiało mi czytania. Podział na rozdziały sprawiał, że można przerwać w dowolnym momencie. Na końcu znajdowała się także bibliografia – kilkanaście książek oraz dwa blogi mam, na które zdaniem autorki warto zwrócić uwagę.

Nie mogę napisać, że ta pozycja była nudna, bo wcale tak nie było. Moim zdaniem była średnia. Autorka opisywała swoje życie, więc nie sposób mi go oceniać. Starała się jednak ukazać, że model idealnej Matki Polki powoli odchodzi w zapomnienie i coraz więcej mam ukazuje prawdziwe oblicze macierzyństwa. Nie ma samych dobrych chwil, są też te gorsze, przez które trzeba przebrnąć.

,,Rewolucja rodzinna z małymi stópkami w tle” to książka, która zainteresowała mnie ze względu na ładną okładkę, która przyciąga wzrok. Spodziewałam się po niej czegoś z rodzaju poradnika, a otrzymałam prawdziwą opowieść matki przedstawioną z trudami macierzyństwa. Sami zdecydujcie, czy chcecie dać jej szansę.

Moja ocena: 4/6

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu



Dyskusyjne czwartki - Serie książkowe - czytać na raz czy z odstępami?




Osobiście bardzo lubię wszelkiego rodzaju serie, najbardziej te fantastyczne. W związku z tym wyczekuję na przykład na kolejny tom ,,Klątwy tygrysa", ,,Magicznej gondoli", czy ,,Magicznej cukierni". Zdaję sobie sprawę z tego, że akurat na te pozycje będę musiała jeszcze kilka miesięcy zaczekać:)

Inaczej jest w przypadku ,,Baśnioboru", serii owocowej Pani Katarzyny Michalak, ,,Opowieści z Narnii", czy jeszcze wielu powieści. Te serie są już ukończone, a wszystkie tomy znajdują się w mojej dość obszernej biblioteczce.

Co zrobić w wypadku, gdy seria jest już zakończona? Przeczytać wszystkie książki na raz, czy dawkować sobie emocje i poznawanie bohaterów? Przyznam szczerze, że ja zazwyczaj wybieram tą drugą ewentualność, gdyż obawiam się, że gdybym przeczytała te 4, 5, czy jeszcze więcej tomów to mogłabym się po pewnym czasie znudzić, nie doczytując książek do końca.

Zazwyczaj przerwa wynosi kilka pozycji. Zależy też od tego, na co akurat mam ochotę. Czasem przerwa jest minimalna,  a czasem trwa tygodniami. Pamiętam, że ,,Opowieści z Narnii" chciałam przeczytać na raz i przy końcowych tomach miałam już dosyć, ale nie chciałam przerywać, więc doczytałam:)

Także więc upór robi swoje, a jeśli dłużej chcemy mieć styczność z ulubionymi postaciami warto zrobić sobie od kich kilkudniowy, czy kilkutygodniowy odpoczynek. Czasem pomaga nam to spojrzeć na dalsze losy inaczej, niż jak byśmy czytali natychmiast:)

środa, 25 września 2013

,,Baśniobór. Plaga cieni” Brandon Mull

Wydawnictwo: W.A.B
Data wydania: 2012
Format : Książka
Ilość stron: 464
Półka: posiadam
Do kupienia:  Gandalf

Brandon Mull to autor serii fantastycznych książek przeznaczonych dla dzieci i młodzieży. Na polskim rynku ukazało się już kilka serii jego autorstwa.

Kendra i Seth nadal pozostawali w Baśnioborze. Czekały na nich nowe zadania, którym musieli sprostać. Cały czas zastanawiali się, czy osoba, która zostawiła im wiadomość w tajemny sposób mówiła prawdę. Nie chcieli jednak narażać się na niebezpieczeństwo. Informacje przez nią przekazane wydawały się nieprawdopodobne. Tymczasem Kendra została wezwana na zebranie Rycerzy Świtu, a w Baśnioborze zaczęły pojawiać się cienie, które widziała tylko jedna osoba…

Po zakończeniu drugiego tomu byłam ciekawa, czy wiadomość przekazana przez Vanessę miała okazać się prawdziwa. Zanim jednak rozpoczęłam lekturę trzeciej części minęło trochę czasu, gdyż nie chciałam, aby seria mi się znudziła. Gdy jednak zaczęłam czytać przepadłam bez reszty. Początkowo minęło trochę czasu, zanim ponownie zagłębiłam się w lekturę, jednak później całą powieść przeczytałam prawie jednego dnia. Nie mogłam się od niej oderwać!

Akcja toczyła się niezbyt śpiesznie, tak samo, jak w poprzednich tomach. Narracja była czasami jednowątkowa, jednak nastąpiły też momenty dwuwątkowości, gdy doszło do pewnego zdarzenia. Oczekiwanie na dalsze losy bohaterów, które pojawiały się, co drugi rozdział było jeszcze bardziej fascynujące. Nie mogłam doczekać się, co się dalej wydarzy, jednak musiałam odczekać te kilkadziesiąt stron, aby je poznać.

W tym tomie na jaw wyszło sporo nowych faktów, o których czytelnik nie miał pojęcia. Pojawiło się także kilka zaskakujących zdarzeń, o których nigdy nie pomyślałabym, że mogłyby się zdarzyć. Autor doskonale stopniował napięcie, zaskakiwał odbiorcę. Przy tej pozycji z pewnością nie można się nudzić.

Pojawiło się także kilkoro nowych bohaterów. Niektórych z nich polubiłam, innych nie. Mam jednak nadzieję, że pojawią się także w kolejnej części i rozwinie się ich wątek. Jestem bardzo ciekawa, jak potoczą się losy Gavina, poskramiacza smoków.  Jaki jest jego udział w całej powieści? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie podczas lektury powieści.

Na zakończenie znajdowały się także pytania i tematy do dyskusji, które można omówić w szerszym gronie. Nie mam pojęcia, czy w innych seriach też tak jest, jednak w tej bardzo mi się to podoba. Zawsze dłużej można rozpatrywać losy ulubionych postaci.

,,Baśniobór. Plaga cieni” to już trzecia część cyklu o rezolutnych nastolatkach, którą warto przeczytać. Ja bardzo miło spędzam z nią czas. Dużym plusem jest to, ze każdy kolejny tom jest obszerniejszy, więc można coraz więcej dłużej zagłębiać się w jakże ciekawą pozycję. Jestem ciekawa, jakie losy czekają mieszkańców Baśnioboru, więc niebawem zabiorę się za 4 tom.

Moja ocena: 5,5/6

Książka została przeczytana w ramach wyzwania


poniedziałek, 23 września 2013

,,Błękitny zamek” Lucy Maud Montgomery [PRZEDPREMIEROWO]

Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 2013
Format : Książka
Ilość stron: 280
Półka: posiadam
Do kupienia: Merlin

Lucy Maud Montgomery zasłynęła przede wszystkim z serii o Ani z Zielonego Wzgórza. ,,Błękitny zamek” po raz pierwszy ukazał się w 1926 roku.

Valancy nie wiodła szczęśliwego życia. W jej rodzinie i otoczeniu panowało mnóstwo konwenansów i zasad, których musiała przestrzegać. Na wizyty udawali się tylko do jednego doktora, zakupy robili w sklepie krewnego, a obraza jednego członka familii była odbierana, jako atak na każdego z nich, dlatego też całym klanem chowali urazę. Bohaterka czuła, że nie jest najlepiej z jej sercem, dlatego w tajemnicy przed rodziną udała się do lekarza. Nie otrzymała jednak na miejscu diagnozy,  a ta, która przyszła później okazała się dla niej tragiczna. Postanowiła więc zmienić swoje życie…

Książką zainteresowałam się, gdy zauważyłam ją w zapowiedziach. Poza tym czytałam o niej w kilku miejscach i postanowiłam się na nią skusić. Po otrzymaniu przesyłki z racji tego, że nie miałam nic innego do czytania zabrałam się za lekturę ,,Błękitnego zamku”. Początkowo trudno było mi się zagłębić w styl autorki, jednak bardzo szybko przepadłam.

Fabuła nie toczyła się zbyt śpiesznie, rzekłabym, że była raczej powolna. Nie pojawiało się, aż tak sporo faktów. Treść także nie była zbyt skomplikowana, język dostosowany do ówczesnych realiów. Czytałam więc z przyjemnością, aż do momentu zapoznania się z ostatnim zdaniem.

Powinno być tak, że na rodzinie można polegać zawsze i wszędzie. Nie zawsze jednak tak się dzieje, o czym mogłam przekonać się zarówno ja, Wy, jak i bohaterka powieści. W chwili, gdy najbardziej potrzebowała krewnych nie mogła liczyć na ich pomoc. Dlaczego tak się stało?

Miłość to uczucie, która poznaje się w chwilach zwątpienia, czy tragedii. Tylko wtedy tak naprawdę wiemy, czyjej pomocy możemy oczekiwać, czy nasze uczucie jest prawdziwe i warte przetrwania próby czasu i zawiłości losu.  Książka z pewnością jest bardzo emocjonująca, a zakończenie było dla mnie sporym zaskoczeniem.

Do tej pory przeczytałam tylko ,,Anię z Zielonego Wzgórza”. Miałam w planach pozostałe książki z tamtej serii, jednak jakoś się jeszcze nie złożyło. Z ciekawością więc przeczytałam tą pozycję. Warto jednak wspomnieć, że została wydana w całości, a nie skróconym tłumaczeniu, jak to miało już miejsce na polskim rynku.

,,Błękitny zamek” to pozycja światowej sławy pisarki przeznaczona dla kobiet w każdym wieku. Nie jest to nic nie warte romansidło, które nie wniesie nic do naszego życia. Lektura może nie jest śpieszna i cały czas przyjemna, jednak z pewnością warta uwagi czytelnika.

Moja ocena: 5,5/6

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję :


niedziela, 22 września 2013

Czytanie obcojęzycznych książek.



Książki możemy czytać szybciej lub po dacie polskiej premiery, to zależy tylko i wyłącznie od nas. Jeżeli dość dobrze znamy język, aby z daną powieścią zapoznać się w czasie jej zagranicznej premiery nie mamy na co zwlekać. Zaoszczędzi nam to kilku miesięcy czytania i szybciej zapoznamy się z dalszymi losami bohaterów:)

Szczególnie istotne jest to moim zdaniem wtedy, gdy któryś z kolei tom serii bardzo ciekawie się skończy, a my musimy czekać tyle czasu do ukazania się kolejnego. Przy dobrej znajomości języka będziemy mogli dowiedzieć się, jak potoczyły się dalsze losy postaci.

Nie wszystkie książki są też przetłumaczone, dlatego możliwość ich przeczytania istnieje tylko w oryginale. Dodatkowo poznajemy sporo nowych słów, które zapadną nam w pamięci. Poprzez czytanie oryginalnych wydań powieści znacznie poszerzamy nasz zakres zagranicznych słów.

Ja osobiście przeczytałam kilka książek rosyjskich pisarzy w oryginale i jestem zadowolona. Wiadomo, na początku trudno mi było szybko przez nie przebrnąć, jednak z każdą kolejną pozycją jest coraz lepiej, co bardzo mnie cieszy:)

Post na ten temat ukazał się także u :


sobota, 21 września 2013

,,CzarLa. Poszukiwacze" Tony Diterlizzi [PRZEDPREMIEROWO]

Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2013
Format : Książka
Ilość stron: 472
Półka: posiadam
Do kupienia: Gandalf, Znak

Tony Diterlizzi to autor książek dla dzieci. ,,CzarLa. Poszukiwacze" to pierwsza część trylogii, pozostałe 2 tomy są już w przygotowaniu.

Eva mieszkała w Sanktuarium, miejscu umieszczonym pod powierzchnią ziemską razem ze swoją opiekunką, robotem Mat. Wiodły w miarę szczęśliwe życie. Dziewczynka oczywiście chciała wychodzić na powierzchnię, jednak Mat uważała, że nie była na to do końca gotowa. Cały czas przygotowywała ją jednak do tego wydarzenia. Nastąpiło jednak ono o wiele szybciej, niż się spodziewały. Pewnego dnia ktoś wtargnął do ich Sanktuarium, powodując zniszczenia. Eva była zmuszona wyjść na powierzchnie, choć nie miała pojęcia o tamtym życiu...

Gdy otrzymałam propozycję zrecenzowania tego tytułu było jeszcze sporo czasu do premiery. Postanowiłam przyjrzeć jej się bliżej i czekałam na przesyłkę. Niedługo po tym, jak do mnie dotarła postanowiłam zabrać się za jej lekturę i nie żałuję. Czytałam z wielką przyjemnością.

Początek był dla mnie trochę niejasny, głównie pobyt Evy i Mat w Sanktuarium. Następnie jednak fakty zaczęły mi się rozjaśniać, a ja z każdą kolejną stroną czytałam z coraz większą przyjemnością. Doszło do tego, że nie mogłam wyjść z domu nie przeczytawszy ostatniego zdania. Świadczy to wyłącznie o tym, że powieść bardzo mnie wciągnęła.

Język autora był zrozumiały i prosty. Pojawiało się sporo nowych nazw nowinek technicznych, z całą pewnością fantastycznych. To tylko dodawało uroku tej pozycji. Całość uświetniały liczne ilustracje znajdujące się na początku każdego nowego rozdziału oraz pomiędzy. Były one barwne, naturalne.

Tematem przewodnim książki jest poszukiwanie czegoś zaginionego, jednak możliwego do odnalezienia. Możemy to przenieść na nasze życie. Dążymy do tego, aby coś osiągnąć, uchwycić. Nie można jednak tracić nadziei, warto realizować swoje zamierzenia. Choć po drodze możemy napotkać wiele przeciwności nie warto się nimi przejmować i brnąć dalej. Kiedyś w końcu osiągniemy swój cel.

Prawdziwa przyjaźń jest wieczna i ponadczasowa.Nieważne jest pochodzenie, wiek, czy status. Ważne jest to, jak czujemy się w obecności innych ludzi, czy możemy na nich zawsze polegać. Najważniejsze jest wzajemne zaufanie i pomoc, wsparcie w chwilach szczęścia, ale i rozpaczy. Warto mieć takich przyjaciół, jak książkowa Eva!

,,CzarLa. Poszukiwacze" to książka dziecięca, przeznaczona dla dzieci już od 8. roku życia. Z pewnością miło spędzą z nią czas, choć mi osobiście też bardzo się podobała, a jej lektura była dla mnie prawdziwą przyjemnością. Nie żałuję, że się z nią zapoznałam i już wyczekuję kolejnej części przygód Evy i jej kompanów.

Moja ocena: 5,5/6

PREMIERA: 25.09.2013r.

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję




Książka została przeczytana w ramach wyzwania 


piątek, 20 września 2013

Życiowe piątki.



Tydzień znów minął mi bardzo szybko. Pamiętam jeszcze, jak w poniedziałek zastanawiałam się, ile to jeszcze pracy mnie czeka do końca tygodnia, a tu taka niespodzianka:) Nim się spostrzegłam już nastąpił, z czego bardzo się cieszę:)

Czytałam sobie kilka pozycji, jednak nie za wiele. Skończyły mi się zaległe recenzje, więc nie wiem, w jakim odstępie czasowym będą pojawiały się nowe. W sobotę zaprezentuję Wam moją opinię o ,,CzarLa. Poszukiwacze", którą właśnie skończyłam czytać.

Wczoraj doszła do mnie także książka z Egmontu, za którą niebawem się zabiorę. Mam nadzieję, że mi się spodoba,  a czas poświęcony na jej lekturę nie będzie stracony i spędzę go z przyjemnością.

W weekend zamierzam czytać, ale także odpocząć, gdyż wczesne wstawanie zdecydowanie mi nie służy :D

czwartek, 19 września 2013

Dyskusyjne czwartki - Języki, ach, języki.



Nauka języków obcych jest bardzo ważna w naszym życiu z wielu powodów. Dzięki temu możemy wyjechać za granicę, na wycieczkę lub do pracy i nie będzie nam potrzebny żaden tłumacz, gdyż sami bardzo dobrze się porozumiemy. Jest to sporym ułatwieniem zwłaszcza wtedy, gdy nie ma nam kto towarzyszyć lub słabo zna język. Gdy sami będziemy go znali na dostatecznym poziomie nic nie będzie dla nas trudne.

Dodatkowo można korespondować z zagranicznymi znajomymi, zawierać nowe znajomości i przyjaźnie. W naszym czasach ułatwia nam to komputer i różne portale społecznościowe. Kontakt będzie łatwiejszy, gdy poznany naturalny język, taki, jakim mieszkańcy danego kraju posługują się na co dzień. Niektórzy z nich mogą mówić także w sposób bardziej dystyngowany, więc przy okazji nauczymy się czegoś nowego.

Uczyć języka możemy się także poprzez czytanie książek, czasopism, czy oglądanie telewizji. Możliwe jest także słuchanie muzyki, co jest chyba najpowszechniejsze w naszych czasach. Sama kilkukrotnie miałam okazję przeczytać zagraniczne dzieła. Te z naszych czasów, XX, XXI wiek, są zdecydowanie dla mnie bardziej zrozumiałe, niż te dawniejsze. Na czasopisma też miałam ochotę, jednak jakoś nigdy nie zdobyłam się na to, aby się w nie zaopatrzyć. I tutaj przychodzi nam z pomocą Colorful Media, które ma w swojej ofercie ich wiele z różnych języków:


Możemy zapoznać się z angielskim, niemieckim, francuskim, włoskim i rosyjskim.Nie ukrywam, że najbardziej interesuje mnie ten ostatni, po części z racji zainteresowań, po części z racji kierunku studiów. Czasopisma z pewnością nieraz będą przeze mnie przeglądane, gdyż można dowiedzieć się z nich wielu ciekawostek, a także poznać pewne zasady gramatyczne.

Każda gazetka kosztuje kilkanaście złotych, jednak uważam, że są one warte swojej ceny. Ich lektura zajmuje kilka godzin, zależy też od tempa czytania i znajomości języka. Doskonale sprawdzą się, jako sposób na spędzenie wolnego czasu, czy sposób na naukę języka. Zacząć można w każdym wieku, wystarczą tylko chęci:)

Za czasopisma dziękuję

środa, 18 września 2013

,,Martynka na biwaku” Marcel Marlier, Gilbert Delahaye

Wydawnictwo: Papilon
Data wydania: 2008
Format : Książka
Ilość stron: 24
Półka: posiadam
Do kupienia: Empik


Marcel Marlier,  Gilbert Delahaye to autorzy wspaniałej serii o Martynce, która jest na polskim rynku już od kilkunastu lat.

Martynka wraz z rodziną udała się na biwak, nad rzekę. Wzięli ze sobą także Pufka, który doskonale czuł się w nowym miejscu. Kogo tam poznali i jakie czekały na nich niespodzianki?

Ta część różniła się od poprzednich, które czytałam. Ilustracje były duże, prostokątne, tekst nie znajdował się obok nich. Dodatkowo ilustracje były nienaturalne, sztuczne. Martynka i jej towarzyszki wyglądały, jak porcelanowe lalki. Już raz spotkałam się z takimi obrazkami, znajdują się one już w tych nowszych wydaniach książeczek o Martynce. Przyznam jednak, że preferuję te bardziej naturalne…

Książeczkę o biwaku czytałam też z innej serii, o Basi. Tamta chyba bardziej mi się podobała, zostało bardziej przedstawione biwakowanie całą rodziną. Tutaj niestety ograniczyło się to do minimum i autorzy bardziej skupili się na przyrodzie i atrakcjach, niż na pobycie nad wodą.

Nie zmienia to faktu, że pozycję przeczytałam. Byłam zainteresowana, co tym razem wydarzyło się u Martynki. Niestety, trochę się zawiodłam. Seria trzyma poziom, jednak zdarzają się też słabsze opowiadania, jak na przykład ta część.

Jeszcze niejednokrotnie sięgnę po tą serię. Nie będę się zrażała kilkoma niepowodzeniami i dalej będę poznawała kolejne książki tych autorów.

,,Martynka na biwaku” to pozycja dość ciekawa, różni się od pozostałych. Jeśli ktoś zbiera całą serię to można się w nią zaopatrzyć, jeśli nie – zdecydujcie sami, czy chcecie dać jej szansę.

Moja ocena: 3,5/6

Książka została przeczytana w ramach wyzwania 



wtorek, 17 września 2013

,,Koszmarna księga Koszmarnego Karolka” Francesca Simon

Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2006
Format : Książka
Ilość stron: 158
Półka: posiadam
Do kupienia: Gandalf

Francesca Simon to Amerykanka, która obecnie w całości poświęciła się pisaniu. Seria o Koszmarnym Karolku istnieje na polskim rynku już kilkanaście lat.

Książeczka składa się z dziesięciu opowiadań, w których głównymi bohaterami są Koszmarny Karolek, Doskonały Damianek i jeszcze kilku innych znajomych. Chłopiec, jak zresztą wskazuje już jego przydomek, jest koszmarny i rodzice nie mogą nic na to poradzić. Znacznie różni się od swojego grzecznego brata, który zawsze jest doskonały.

Tym razem możemy zapoznać się z przygodami Karolka na basenie, gdzie przepłoszył swoich konkurentów, czy podczas dnia sportu w szkole, którego tak nienawidził. Nie zabrakło także prezentu od babci, który nie spodobał się bohaterowi, czy dyktanda z wyrazów z trudną pisownią. Jak zwykle było zabawnie i trochę strasznie.

Z przygodami Koszmarnego Karolka sama zapoznawałam się, gdy uczyłam się jeszcze w podstawówce. Pamiętam, jak chodziłam do biblioteki i wypożyczałam co raz to nowe opowieści o moim ulubionym bohaterze. Sympatia do niego nie przeszła mi przez lata i gdy trafiła się okazja postanowiłam z niej skorzystać i kupić sobie 3 książki. Na razie jestem po lekturze pierwszej z nich i mogę powiedzieć, że choć minęło tyle lat nadal lubię Karolka, choć z pewnością mniej niż te kilkanaście lat wstecz.

Podczas czytania tej książki co chwilę przypominałam sobie, że większość opowiadań w niej zawartych jest mi dobrze znana jeszcze z czasów dzieciństwa. Dzięki tej pozycji mogłam znów znaleźć się w bibliotece, szkole podstawowej i na nowo zagłębiać się w historię chłopca.

Czy Karol jest jednak taki koszmarny, jak go próbują przedstawić? Moim zdaniem jest po prostu przebiegły, chciałby osiągnąć sukces bez żadnego nakładu pracy. Czy jednak jest to możliwe i udało mu się to kiedykolwiek osiągnąć? Przeczytajcie sami.

Styl autorki jest prosty, a książkę czyta się dość szybko i z przyjemnością. Możemy poznawać kolejne wspaniałe pomysły chłopca, który sam nie może uwierzyć w to, że wpadł na tak genialny pomysł. Lektura tych opowiadań była dla mnie przyjemnością i z pewnością sięgnę po inne książki autorki.

,,Koszmarna księga Koszmarnego Karolka” to ciekawa pozycja dla młodszych dzieci lub miłośników bohatera, którym z pewnością przypadnie do gustu. Nowi czytelnicy też powinni być usatysfakcjonowani.

Moja ocena: 5/6

Książka została przeczytana w ramach wyzwania 


poniedziałek, 16 września 2013

,,Dieta horoskopowa” Agata Wasilenko [II spotkanie Bloggerek ]

Wydawnictwo: Grodkowskie
Data wydania: 2011
Format : Książka
Ilość stron: 140
Półka: posiadam
Do kupienia: Gandalf


Agata Wasilenko to autorka także takich pozycji, jak ,,Świat perfum”, czy ,,Tajemnice pachnidła”. Tym razem jednak skupiła się na diecie związanej z naszym znakiem zodiaku.

Istnieje wiele rodzajów diet, więc dlaczego nie skusić by się na tą horoskopową. Uwarunkowana po części jest znakiem zodiaku, a po części naszymi przyzwyczajeniami. Nie wszystko musi nam się zgadzać, jednak na własnym przykładzie mogę powiedzieć, że w większości właśnie tak jest.

Ja jestem zawzięta, dążę do celu i jak już sobie coś umyślę to tak łatwo z tego nie zrezygnuję. Lubię różne dania, jednak niespecjalnie przepadam za kuchennymi nowościami. Osobiście do kuchni nie dochodzę, robię to tylko w wyjątkowych sytuacjach, gdy nie mam wyboru.

Stany emocjonalne mam chwiejne, więc to się akurat zgadza. Stres czasem zajadam słodyczami, ale muszę mieć na nie wyjątkową ochotę. Gdy już zacznę i mi zasmakują nie mogę skończyć.

Potrafię być trochę zgryźliwa, jednak to chyba podobnie, jak każdy. Pamięć mam doskonałą, więc potrafię się odwdzięczyć. Tak łatwo nie zapominam J

Książka napisana jest prostym, lekkim językiem. Na początku znajduje się krótki wstęp, następnie opisany jest każdy znak zodiaku z wyszczególnionymi kategoriami, a na zakończenie znajduje się spis przedmiotów ułatwiających odchudzanie.

Należy jednak pamiętać, że pozycja powinna pozostawać dla nas jedynie wskazówką w dążeniu do celu. Po jej przeczytaniu od razu nie schudniemy, jeśli nadal będziemy stosowali swoje nawyki żywieniowe. Czasem warto się pomęczyć i zrzucić kilka kilogramów, jednak tylko wtedy, gdy uznamy, że naprawdę tego potrzebujemy.

Lektura tej książki nie zajęła mi sporo czasu, była ciekawa, więc czytałam z niesłabnącym zainteresowaniem. Mogłam dowiedzieć się sporo o sobie, a także o innych ludziach spod wszystkich znaków zodiaku, z którymi na co dzień obcuję.

,,Dieta horoskopowa” to przyjemna pozycja, której warto poświęcić swój czas, aby choć z ciekawości dowiedzieć się czegoś nowego o sobie.

Moja ocena: 5/6

Za ufundowanie upominku na II spotkanie bloggerek w Toruniu dziękuję :


niedziela, 15 września 2013

Cykle blogowe.



Już od początku, od pierwszego dnia założenia bloga wprowadziła cykle - Dyskusyjne czwartki, Życiowe piątki, Szybki wpis. Później pojawił się Cykl niedzielny, który także cieszy się sporą popularnością. W te dni odnotowuję największą ilość wyświetleń w post, więc to musi o czymś świadczyć:)

Lubię mieć uporządkowane, co kiedy dodam i na jaki temat napiszę. Nie przepadam za sytuacjami, gdy mam mieć jakiś wpis,  a ja nie wiem o czym. Zawsze staram się pisać trochę z wyprzedzeniem, gdyby miało zabraknąć mi czasu.

Cykle wprowadzają pewną harmonię. Czytelnicy wiedzą, w jaki dzień pojawią się możliwości do dyskusji, a w jakie będą mogli przeczytać o tym, co u mnie. Ja osobiście lubię wchodzić na blogi, które mają cykliczne wpisy. Zawsze wiem, kiedy mogę się spodziewać wpisu na dany temat. Niestety, na razie jest to rzadkością i większość pisze według własnego uznania:)

Wiadomo, cykle wiążą się z pewnym zaangażowaniem. Potrzeba motywacji, aby pojawiały się na przykład co tydzień, jak w moim przypadku, czy co dwa. Nie można zawieść odbiorców, w końcu czekają na nowe wiadomości:)

Post na ten temat ukazał się także u :


sobota, 14 września 2013

,,Baśniobór. Gwiazda Wieczorna wschodzi” Brandon Mull

Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 2011
Format : Książka
Ilość stron: 416
Półka: posiadam
Do kupienia: Gandalf


Brandon Mull to autor powieści głównie dla dzieci i nastolatków. Saga ,,Baśniobór” cieszy się dużym uznaniem wśród czytelników.

Minął rok od powrotu od dziadków. Życie toczyło się dalej spokojnym rytmem, aż do początku roku szkolnego, gdy w klasie Kendry pojawił się nowy uczeń. Dziewczyna z racji posiadanego daru widziała go w innym świetle, niż pozostali. Nikt jednak by jej nie uwierzył. Dodatkowo spotkali mężczyznę, który zaofiarował im swoją pomoc. Tylko czy był on ich przyjacielem? Czy rodzeństwo ponownie znalazło się w Baśnioborze?

Krótko po skończeniu pierwszej części zabrałam się za jej kontynuację, gdyż byłam ciekawa dalszych losów głównych bohaterów. Pozycję przeczytałam z ogromną przyjemnością, choć czytałam ją kilka dni, bo nie miałam czasu, aby na dłużej się w nią zagłębić. W końcu jednak postanowiłam przyśpieszyć i w ten sposób dobrnęłam do zagadkowego końca.

Muszę przyznać, że cala książka była pełna akcji, poziom został utrzymany, początek był nawet lepszy od pierwszej części. Kiedy tylko mogłam czytałam o dalszych losach Setha i Kendry oraz ich bliskich, a także o przeciwnościach losu, z jakimi przyszło im się zmierzyć. Autor niejednokrotnie nas zaskoczył i zmienił bieg wydarzeń. Z tą pozycją z pewnością nie można się nudzić.

Styl autora był prosty, pojawiło się także kilka ilustracji, podobnie, jak w poprzedniej części. Na końcu znajdowały się pytania i zagadnienia do omówienia w szerszym gronie, co bardzo mi się podoba. Jest to dość nowatorskie i do tej pory nie spotkałam się z tym w żadnych innych powieściach.

Każdy kolejny tom jest obszerniejszy od poprzedniego, z czego bardzo się cieszę. Co prawda lektura zajmuje mi więcej czasu, jednak mogę dłużej czytać o przygodach w Baśnioborze i nie tylko. Jestem bardzo ciekawa, co wydarzy się w 3 części. Już nie mogę się doczekać, aż będę dalej poznawała losy postaci.

,,Baśniobór. Gwiazda Wieczorna wschodzi” to pozycja fantastyczna przeznaczona dla młodzieży, choć mi się bardzo podobała i cieszę się, że mam całą serię i mogę się z nią zapoznawać w dowolnym momencie. Polecam miłośnikom zagadek, zwrotów akcji, czy magicznych postaci, które także się tutaj pojawiają.

Moja ocena: 5,5/6

Książka została przeczytana w ramach wyzwania